<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Pomożemy wam wyleczyć pijaków">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="4">
<date="1951-04-15">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Żono moja najmilsza!...Mija juz blisko trzy miesiące, jak przebywam na kuracji w Siekowie i czas ten pozwolił mi na dokładne przeanalizowanie stosunku mego do domu, do rodziny i do Ciebie, Kochana. Dlatego też śmiało mogę Ci powiedzieć, że nazwanie Cię szarą i cichą bohaterką dnia powszedniego nie jest pustyni i czczym frazesem, lecz prawdą płynącą z serca. Pamiętam dobrze Twoje wieczory, gdy z niepokojem i troską czekałaś na moje przyjście... jakże często na próżno, a gdy przychodziłem pijany, wstrętny i brutalny, jakże często wśród bezsennej nocy słyszałem Twe ciche łkanie. A na drugi dzień, trzeci, czwarty... znów to samo, połączone z obawą o utratę pracy, do której nie miałem chęci i czasu pójść. Dni takich i nocy było dużo, coraz więcej i coraz więcej było trosk na Twej twarzy zmęczonej od bezsenności i łez, choć je ukrywałaś nie skarżąc się nikomu. Co się z Tobą działo pod maską pozornego spokoju, ile przeżywałaś, dziś to wiem. A wymowne, pełne litości spojrzenia znajomych i jeszcze wymowniejsze słowa współczucia tzw. „życzliwych" o mężu — jakie to były straszne chwile upokorzenia. Pomimo wszystko mężnie to przyjmowałaś okazując twarz spokojną a nawet wesołą i byłaś nadal dobrą, kochającą żoną, zawsze skrzętną, zapracowaną, starając się braki wynikłe z pijaństwa pokryć jakoś i usunąć i aby dom ten był jednak domem rodzinnym. Ileż serca i trudu wkładałaś w to by stosunki z dorastającym już synem, który widział, że ojciec nie postępuje tak, jak powinien, były jak najlepsze i by syn ten nie stracił do ojca miłości i szacunku.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
